czwartek, 30 października 2014

CO NOWEGO?

Miałam tu pisać systematycznie. Właśnie. Miałam, ale ja sobie, a życie sobie. Nie żebym leniwa była. Oj co to, to nie! Mieszkanie dla latorośli starszej zakupione zostało i tym sposobem jestem kobietą rozchwytywaną. Mam do ogarnięcia swoją chałupę i mam jej, a że w jej remont generalny się uskutecznia, to i rozrywki wszelakie nie są mi obce. Noszenie gruzu na przykład, który mam wrażenie odrasta.Ciągle i ze zdwojoną siłą. A może sąsiedzi mi podrzucają? Choć może i mylę się, bo ostatnio sąsiadka przyszła z parteru z zawiniątkiem i niepewnie zapukała w drzwi. Dobrze, że lekko, bo anemiczne raczej są i obawa istnieje, że przy skutecznym pukaniu to futryna wylecieć może. No więc zawiniątko intrygująco wyglądało, a starsza pani sympatycznie, to na myśl od razu przyszło mi, że może ciasto albo insze kanapki pani przyniosła celem poczęstunku. Niestety. Woreczek -  owszem był dla nas. Zawierał niestety tylko i wyłącznie kawałki gruzu. Już chciałam podziękować, mówiąc że mam swój, kiedy okazało się, że ten w reklamówce też jest nasz, tyle że wlazł do kratki wentylacyjnej Pani starszej. No i po jakiego grzyba tam się pchał? Po głębokim zastanowieniu olśniło mnie, że to zasługa mojego małżonka... Ale o tym później, bo ogród mój własny nawołuje mnie coraz głośniej. Prace polowe nie wykonane, a tu jesień za pasem.
W lotach między jedną a drugą chałupą jakimś cudem, zupełnie nie wiem jakim, skręciłam za róg i oto co wpadło mi w ręce.



Oczywiście zachomikowałam zakup, żeby męża w oczy nie kłuć, bo nakaz otrzymałam oszczędzania i nie wydawania na głupoty;)
Za jakiś czas "głupoty" znajdą swoje miejsce na komodzie. Tak je tam widzę:)