piątek, 31 lipca 2015

SZALEŃSTWO KUCHENNE



Niestety ostatnio mało mam czasu, aby oddawać się swojej pasji przerabiania rzeczy wszelakich. Może ktoś by pomyślał, że mnie lenistwo schwytało w swoje łąpska, ale nie. Proza życia. Środek lata, więc szaleństwo przetworów u mnie. Zamykam w słojach, co tylko się da. Cukinia, ogórki, owoce wszelakie i zioła opanowały moją kuchnię. Czasem boję się już wchodzić do własnej kuchni, żeby mnie znienacka nie zaatakował jakiś kabaczek, czy inny bakłażan. Tak jak na przykład wczoraj. Schodzę spokojnie po schodach brajlem - bo to przed kawą jeszcze było,podążając ruchem kapci szurającym w kierunku czeluści kuchennej i już prawie, prawie czuję aromat pysznej, świeżutkiej kawy...A tu lipa i nici bez szpulki. Kapeć jeden wlazł mi w nieznane coś, co mnie w progu kuchennym zaatakowało. Natychmiast oczy szeroko otworzyłam i co ja patrzę? Wilegachna torba w samiuśkim progu się ulokowała, a w niej chyba z 10 kilo cukinii i na dodatek wiecha szczypioru. Kolega małżonka mojego własnego osobistego wieczorem przejeżdżał i ponieważ jego żona go ostrzegła, że nie zniesie już żadnych warzyw do przerobu, to pomyślał o mnie i podrzucił. Radość posiadania takich kochanych znajomych bezcenna;) 






Dodatkowo okazało się, że mój ogrodowy rozmaryn urósł do rozmiarów krzaczora leśnego i natychmiast należało mu przystrzyżyny urządzić, żeby sąsiadów nie straszyć buszem. Jako kobieta zaradna, a i oszczędna postanowiłam owy busz ususzyć. Raz dwa umyłam gałązki, oskubałam i pięknie rozłożyłąm na gazetach, żeby wyschły. Co tam godzina sterczenia przy skubaniu igiełek - zimowy susz do karkówki będzie jak znalazł. No chyba że wcześniej padnę ze zmęczenia, w tedy to już nawet kadzidło mi nie będzie potrzebne. O cudownym aromacie rozmarynu nie wspomnę.

wtorek, 21 lipca 2015

MIGAWKI




                                                    Jak widać - balkon rozkwitł w pełni. 





Nawet moja mini hodowla pomidorków koktajlowych rozwinęła się nad podziw. Krzaki pomidorów rosną jak szalone i wydają naprawdę nie mały plon. Mąż mój własny osobisty, który wiosna z lekka wyśmiał mój pomysł dotyczący tejże hodowli, musiał przyznać, że nie miał racji.



            Nawet krzaczek lauru się znalazł i na dobre zadomowił w balkonowym zaciszu.



wtorek, 14 lipca 2015

BIAŁE DONICZKI




Mój obecny zachwyt bielą nadal trwa. Szczególnie, że pięknie komponuje się z żywymi kolorami kwiatów, które rozszalały. się w moim ogrodzie. Takie malutkie, niby niepozorne, ale cieszą oko.




Zwykłe terakotowe doniczki pomalowałam białą farbą akrylową i efekt przerósł moje oczekiwania.


czwartek, 9 lipca 2015

SPACER NA SZEŚĆ NÓG I CZTERY ŁAPY



Upał ustąpił miejsca deszczowi i burzom. Jakoś ostatnio pogoda szaleje. Z jednej skrajności w drugą i nic po środku. Większość znajomych przeziębiona siedzi w domach. A my? A my spacerujemy. Czasem nawet na sześć nóg i oczywiście cztery łapy. A na łąpach  - Pies kudłaty.




niedziela, 5 lipca 2015

ZAMKNIĘTE DRZWI...




                                                       ...Zamkniemy drzwi na klucz,
                                                           klucz rzucimy byle gdzie.
                                                             I nic nie będzie prócz,
                                                    i nic nie będzie prócz ciebie i mnie.
                                                          Niech walą przez trzy dni,
                                                            niech się dobijają nocą, 
                                                             Nie otworzymy drzwi, 
                                                     nie otworzymy drzwi, bo i po co...
                                                                                             Jerzy Jurandot 
                                                                                          "Co nas obchodzi"

Słoneczna niedziela, a ja spędzająca ją bardzo leniwie. Poranny zapach kawy, małe słodkie co nieco po południu. 



Cudowna woń kwiatów i świergot ptaków. Jakby ktoś zaczarował na chwilę, na moment świat.
Nigdzie nie pędzimy. Siedzimy obok siebie w ciszy z Psem cicho pochrapującym w cieniu śliwy. To wszystko czego mi trzeba. 


Żadnych słów, żeby zbyt szybko świat nie przypomniał sobie o nas.




                       

czwartek, 2 lipca 2015

WIANEK ZE ZBOŻEM






Kiedy ławeczka zagościła na dobre w moim ogrodzie, zakochałam się w niej od pierwszego wrażenia. Wpasowała się w ogród, jakby od początku tam właśnie było jej miejsce.



Ponieważ słońce cudnie grzeje, to w mojej głowie nowe pomysły galopują z prędkością światła. Od zawsze tak było, że słońce mnie napędza. Powstają nowe pomysły, nowe projekty. Uwielbiam lato!



Po kilku przejściach obok ławki powstał pomysł wianka. Chciałam żeby był delikatny, najlepiej w pastelowych kolorach i oczywiście nawiązywał do obecnej pory roku, a co kojarzy się z latem? Poziomki, chabry i oczywiście zboże. Cudowne, niepowtarzalne, którego każdy kłos jest inny. Lekko szorstki, smukły, przechodzący z soczystej zieleni w piękny złocisty, lekko połyskujący. Kiedy byłam mała lubiłam taki dojrzały kłos rozcierać w dłoni, a potem lekko dmuchać na niego, żeby oddzielić ziarna od kłosów. Wtedy nie miałam pojęcia, że zostanie mi ten zwyczaj do dziś, a na dodatek będę piekła chleb z tych małych życiodajnych kłosów. 
Dlatego nie było innej opcji niż wianek z kłosów zbóż.








Przełamałam go bielą kwiatów i delikatnym różem żurawki. Wszystko związałam zwykłym sznurkiem. Na takim właśnie sznurku został wianek zawieszony. Zboże samo w sobie jest magią, więc myślę, że nie potrzeba mu dodatkowej oprawy w postaci wstążeczek. A jak wyszło - zobaczcie sami.