czwartek, 29 października 2015

SKRZYNECZKI II



Jakiś czas temu wykonałam sobie kolejną skrzyneczkę po opakowaniu mandarynek.
Tym razem miała mieć romantyczny wzór, żeby pasowała do łazienki, bo jak ogólnie wiadomo, pojemników na popierdułki nigdy dość.






Zdjęcia były robione jakiś czas temu, ale teraz dopiero zostały przypadkowo odkryte ;)
Co ciekawe, dopiero zdjęcia pokazały mi coś, czego do tej pory nie zauważałam. Mianowicie kwiatki na których siedzą aniołki powinny jednak chyba zajmować całą dolną część skrzyneczki.


Powiem szczerze, że wcześniej tego nie zauważyłam, ale to nic straconego. Wszystko jeszcze można poprawić. Na szczęście.




wtorek, 27 października 2015

SIEDZISKO



Nie możemy z małżonkiem w żaden sposób, dojść do porozumienia w kwestii wystroju małego przedsionka w naszym domu, pełniącego funkcję przedpokoju. Szala decyzji waha się raz w jedną raz w drugą stronę, a ja już patrzeć na nie mogę.
Dlatego też jakiś czas temu odnowiłam szafkę na buty. Oszlifowałam ją do surowego drewna i pomalowałam lakierobejcą w znacznie ciemniejszym, niż wcześniej kolorze. Uchwyty jeszcze czekają na wymianę;( Ale, ale. Szafka zyskała materiałowe siedzisko. Mięciutkie, przyjemne i współgrające kolorystycznie.

Najpierw docięta została do rozmiarów blatu szafki, cienka gąbka. Następnie docięłam materiał i zszyłam wszystko na maszynie. Na koniec, igłą z podwójnie nawleczoną nicią, zrobiłam pikowanie. 
I już:)







wtorek, 13 października 2015

SŁOIKI - DRUGIE ŻYCIE




Jakiś czas temu udało mi się kupić piękne, stare pękate słoiki. Pasowały idealnie ... mojej córci. Razem z tym, który kupiła wcześniej na ciastka, stworzyły kolekcję. Te nowe tylko lekko podrasowałam, aby jeszcze bardziej się zgrały jako całość. Zapakowała i wywiozła. Niech dziecko ma. Na zdrowie i uśmiech codzienny.

Nie znaczy to, że mi się nie podobały. Podobały i to tak bardzo, że zapragnęłam podobnych. Zresztą moje pragnienie miało też swoje racjonalne i bardzo pożyteczne podłoże.
Otóż kiedy było jeszcze pięknie i słonecznie, a ptaszki wesoło świergotały, miałam fazę na suszenie "wszystkiego". Zima nadchodzi szybko i twa długo, a jak ją tak lekko aromatem z garów poperfumować, to jakaś taka zaraz łagodniejsza i milsza się wydaje.
Suszę więc zioła i wszelkie nacie, aby zupą aromatyczną przyszłą aurę zimową czarować.
Dlatego też potrzebne mi niezbędnie były pojemniki na te wszystkie suszone bogactwa.
Pomyśli ktoś - trzeba było iść do sklepu i kupić. Pewnie. Można i tak, ale już tej frajdy by nie było.
Bo moje słoje są moje. Może nie fabrycznie idealne,ale z duszą.
Zostały ozdobione etykietą wykonaną za pomocą farby do tablic. Wystarczy kreda i ściereczka, by móc próbować tysiące wzorów podpisów. Literki drukowane, pisane, zawijasy i te całkiem surowe.
Dowolnie można zmieniać kolory serwetek, oraz zawartość.
Bo czemu by nie wsypać choćby do słoi cukierków i podpisać serduszkiem - dla kogoś na miły początek dnia:)

Dzisiaj wyglądają tak, a jutro...Zobaczymy.