wtorek, 13 października 2015

SŁOIKI - DRUGIE ŻYCIE




Jakiś czas temu udało mi się kupić piękne, stare pękate słoiki. Pasowały idealnie ... mojej córci. Razem z tym, który kupiła wcześniej na ciastka, stworzyły kolekcję. Te nowe tylko lekko podrasowałam, aby jeszcze bardziej się zgrały jako całość. Zapakowała i wywiozła. Niech dziecko ma. Na zdrowie i uśmiech codzienny.

Nie znaczy to, że mi się nie podobały. Podobały i to tak bardzo, że zapragnęłam podobnych. Zresztą moje pragnienie miało też swoje racjonalne i bardzo pożyteczne podłoże.
Otóż kiedy było jeszcze pięknie i słonecznie, a ptaszki wesoło świergotały, miałam fazę na suszenie "wszystkiego". Zima nadchodzi szybko i twa długo, a jak ją tak lekko aromatem z garów poperfumować, to jakaś taka zaraz łagodniejsza i milsza się wydaje.
Suszę więc zioła i wszelkie nacie, aby zupą aromatyczną przyszłą aurę zimową czarować.
Dlatego też potrzebne mi niezbędnie były pojemniki na te wszystkie suszone bogactwa.
Pomyśli ktoś - trzeba było iść do sklepu i kupić. Pewnie. Można i tak, ale już tej frajdy by nie było.
Bo moje słoje są moje. Może nie fabrycznie idealne,ale z duszą.
Zostały ozdobione etykietą wykonaną za pomocą farby do tablic. Wystarczy kreda i ściereczka, by móc próbować tysiące wzorów podpisów. Literki drukowane, pisane, zawijasy i te całkiem surowe.
Dowolnie można zmieniać kolory serwetek, oraz zawartość.
Bo czemu by nie wsypać choćby do słoi cukierków i podpisać serduszkiem - dla kogoś na miły początek dnia:)

Dzisiaj wyglądają tak, a jutro...Zobaczymy.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz