poniedziałek, 29 lutego 2016

CZYM WYCZYŚCIĆ GARNKI - CYTRYNIAN SODU



Jakiś czas temu latając na mopie po zaciszu, usłyszałam w telewizorni, że jest sposób na brudne garnki. Z środkiem garnków u mnie nigdy nie było kłopotu, bo to jak ogólnie wiadomo, wystarczy regularnie myć, ale garnki z zewnątrz, to już inna para pokrywek niestety. Mycie ręczne czy też w zmywarce i wycieranie do sucha tutaj niestety nie zadziała. Każdy kto gotuje na pewno wie, że bez szorowania, choćby raz na jakiś czas, to się nie obejdzie. Ja szorować nie lubię, choć jak mus jest, to i specjalnie się nie migam. Tak więc kiedy usłyszałam o cudzie, w części dalszej zwanym cytrynianem sodu, nie mogłam nie pogadać o nim z wujkiem Google. Otóż istnieje takie cudo naprawdę i można je nawet zakupić na ogólnie dostępnym portalu. Niestety ja to taka raczej sceptyczna do takich cudów jestem. Pomyślałam, że podobnie jak większość rzeczy, da się taki specyfik wyprodukować samodzielnie. I udało się. Mało tego. Ten specyfik naprawdę działa. Ja na pierwszy ogień rzuciłam dolną część kawiarki. Nie była jakoś specjalnie osmolona, ale błysk też z niej nie bił. Czyszczenie zajęło mi 7 - 10 minut i ograniczyło się do przetarcia gąbką. A efekt? Oceńcie sami.



Jedyny feler jest taki, że sodę potrzebną do przygotowania tego płynu należy wypalić w piekarniku w 200st.C przez 2 godziny. Trochę długo. Ja połączyłam wypalanie sody z pieczeniem ciastek w ilości hurtowej. Ani sodzie, ani ciastkom to nie zaszkodziło, więc polecam przygotować sobie w taki sposób większą ilość sody i przechowywać ją w szczelnie zamkniętym pojemniku.

CYTRYNIAN SODU  - PŁYN DO CZYSZCZENIA:
butelka o pojemności 700ml

  • 5 - 6 łyżek sody
  • 300ml wody
  • 300ml octu lub soku z cytryny
  • 1 łyżka soli
  • butelka ze spryskiwaczem (ja użyłam butelki po płynie do szyb)
Sodę wsypujemy do żaroodpornego naczynia i umieszczamy ją w piekarniku, rozgrzewając go do temperatury 200st.C. Wypalamy sodę przez 2 godziny. Ja wypaliłam za jednym razem 5 torebek sody i tę jej część, której nie wykorzystałam wsypałam do pojemnika ze szczelnym zamknięciem.
Do butelki wlewamy mieszankę wody i octu ( lub wody i soku z cytryny) w stosunku 1:1, a następnie wsypujemy 1 łyżkę soli i 5-6 łyżek wypalonej i wystudzonej sody. Butelkę zamykamy i wstrząsając nią rozpuszczamy mieszankę.W mojej butelce utworzyły się dwie spore grudki sody, ale po krótkim wstrząsaniu butelką rozpuściły się bez problemu. 
Tak przygotowanym płynem spryskujemy brudny przedmiot i pozostawiamy go na około 10 minut. Następnie przecieramy szmatką lub gąbką. Oczywiście jeśli macie mocno zabrudzony przedmiot, to czas oczekiwania wydłużamy. W skrajnych przypadkach można np. dno garnka nakryć szmatką zwilżoną mocno płynem i pozostawić na noc. Po wyczyszczeniu szmatką opłukujemy przedmiot pod bieżącą wodą i wycieramy do sucha. Ja swój płyn przetestowałam na kawiarce i na dnie jednego z garnków i efekt bardzo mnie miło zaskoczył, również cenowo.






sobota, 27 lutego 2016

TAKIE TAM...



Pięknie jest. Szczególnie za szybą. Słoneczko świeci, ptaszki świergolą, a owady budzą się i zaczynają buszować po domu. I niech sobie buszują. Pamiętacie co kiedyś mówiło się na widok biedronki?
"...biedroneczko, biedroneczko leć do nieba,
przynieś mi kawałek chleba..."





środa, 24 lutego 2016

GROSZKI I RÓŻE...



Pogoda szleje jakby była co najmniej połowa marca.  Raz słońce, raz deszcz i po 5-ciu minutach na dodatek śnieg. Oj wszystko to razem jest takie dołujące, przygnębiające. Nic mi się nie chce. A właściwie to kłamczucha ze mnie, bo ochotę to ja mam - na kolor. Na pełną paletę barw kwiatów, na zapachy ogrodu, świergot ptaków i co najważniejsze na słońce. 
Niestety jeszcze muszę poczekać na owe cieplutkie promienie. Ale mogę sobie troszkę poprawić humor, dlatego ustawiam gdzie popadnie kwiaty i drobiazgi w ciepłych kolorach.






A gdyby to nie wystarczyło, nie zawaham się wytoczyć ciężkich dział, w części dalszej zwanych wspomnieniami ubiegłego lata.







wtorek, 23 lutego 2016

PISANKI Z RELIEFEM



Tak jak ostatnio wspomniałam, ruszyły wiosenne przygotowania dotyczące dekoracji zacisza. Jeśli wiosna - to nie możemy zapomnieć,że niedługo Wielkanoc i oczywiście pisanki. Niektórzy oczywiście krzykną, że jak to pisanki? Jeszcze czas, zdążymy, nie panikujmy. No moi kochani. Ja taką optymistką niestety nie jestem, tym bardziej, że porwałam się w tym roku na nowości. Ciekawe czy nie okaże się czasem, że porwałam się z motyką czy innymi grabiami  na słońce. Otóż pomimo posiadania pisanek kupnych wszelakiej maści,  postanowiłam w tym roku wykonać swoje własne osobiste. W moim charakterze, z kawałkiem mojego serducha włożonym w wykonanie każdej z nich. Tak więc od dzisiaj rozpoczynam cykl - PISANKOWO. Co jakiś czas pokażę Wam rezultaty mojej zabawy. Na pierwszy ogień poszło jajo z wesołym zającem ozdobione reliefem. Wszystko spatynowane i delikatnie przetarte. Co Wy na taka wersję?










niedziela, 21 lutego 2016

WIOSNA CORAZ BLIŻEJ



Za oknem plucha. Szaro i wietrznie, a ja tak bardzo już chcę 
Wiosnę! Słoneczko, ciepły wiatr na twarzy, kawa w ogrodzie...
A tu tylko zimno szaro.
Nie byłabym sobą, gdybym nie szukała choćby małych pozytywnych zdarzeń i chwil w tej szarzyźnie.
I oto co udało mi się zarejestrować:

  1. Widziałam już pierwsze w pełni rozwinięte krokusy
  2. Po raz pierwszy ptaki tak głośno kłóciły się dwa dni temu rano, że mnie obudziły :)
  3. Za tydzień z małym okładem już będzie marzec!
Z codziennego spaceru z Psiną przytargałam gałązki i rozpoczęła się  produkcja wiosennych ozdób. 


Z każdą gałązką robiło mi się weselej na duszy i tak jakoś cieplej, weselej w całym zaciszu. Jeszcze nie dopieszczone, ale już szczątkowo wykonane dekoracje.











<a href="http://www.bloglovin.com/blog/14723055/?claim=7hhbh4mwaqt">Follow my blog with Bloglovin</a>

środa, 17 lutego 2016

ARCHIWALNIE - Z CYKLU INNA JA

A ja już myślałam, że wszelakie relikty przeszłości odeszły w niebyt całkowity. Pamiętam jaki to kiedyś luksus niebywały był. A tak. Właśnie, że pamiętam mimo tego, że małym pacholęciem byłam. Ponieważ tatuś był wówczas "prywaciarzem" i to na dodatek przemieszczającym się dość często wzdłuż i wszerz naszego kraju ojczystego, to czasem luksus w większych ilościach nawet się pojawiał w naszym domu. A wszystkim zależało. Jak ktoś dostał dwie przydziałowe rolki zamiast jednej, to chodził dumny niczym paw. A no tak! Jaki luksus pytacie? Papier toaletowy kochani. Moim latoroślom, to nie mieści się w ich małych główkach. Co mnie tak nagle naszło na wspominki? No bo. Byłam sobie w sklepie. Stanęłam przy piramidzie luksusu wszelakiego. Oj czegóż tam nie było. Róże, zielenie, klasyczna biel. W kwiatki, ciapki i inne panterki. Tu zalatywało konwaliami, a obok różami. Tak mnie skołowali, że otumaniona zupełnie stałam. Sentyment we mnie zagrał do spółki z kryzysem, co to ostatnio kraj ogarnął i nawet do mojego portfela wkraść się usiłuje. Wyminęłam te wszelakie cuda i szarość klasyczną wciepnęłam do koszyka. O matko! Ale wrzask w chałupie i oburzenie nastąpiło z powodu mojego zakupu. No i co tak drą się. Ja im tu historię przybliżam na wiarygodnych pomocach dydaktycznych, a córy moje żadnego zrozumienia wykazać nie potrafią. Niestety  po dokładniejszych oględzinach sama doszłam do wniosku, że może jednak pomyłka jakaś na taśmie produkcyjnej nastąpiła. Papier, a i owszem szarość należytą miał. Niestety struktura to raczej papierowa nie była. Bardziej blachę falistą przypominała. Już miałam dokonać unicestwienia całkowitego rolek, kiedy mąż własny osobisty krzyknął z salonu: Kochanie zostaw. Może latem wykorzystamy przy remoncie dachu. Zamiast papy.

sobota, 13 lutego 2016

WALENTYNKOWO





Dzień św Walentego nie jest przeze mnie jakoś specjalnie celebrowany.
Wychodzę z założenia, że dbać, szanować i okazywać uczucia bliskim osobom należy każdego dnia. 
Niestety, niektórzy myślą, że jeśli raz w roku powieszą baner z wyznaniem miłości na centralnym budynku w mieście to "ukochana" osoba będzie najszczęśliwszą osobą na świecie. Otóż chyba nie koniecznie. Ileż więcej znaczy codzienne :
- dasz radę
- poradzimy sobie
- pamiętaj, że zawsze jestem obok gotowy pomóc
no i oczywiście najważniejsze
- dla mnie zawsze jesteś najpiękniejsza
To ostatnie daje takiego pozytywnego kopa, że nawet jeśli wyglądamy jak diabeł tasmański, który rzucił się głową w dół studni, po nieudanej wizycie u fryzjera, to jakoś tak lżej robi się kobitce na duszy. I wtedy nawet stokrotka wydłubana z trawnika w środku lutego znaczy więcej niż pęk czerwonych róż. Przynajmniej dla mnie.
Ale, ale. Żeby tradycji stało się zadość dom z lekka przyodział walentykowe odzienie, a i Psina czerwoną kokardkę na ten dzień z pewnością przyodzieje. Tym bardziej, że kolega obok mojej panny pojawił się i chyba nawet miętę do niej poczuł. 
A ona? Ona jak na rasową kobitkę marki kundelek przystało, puszy się i ciągłego zainteresowania oczekuje od kawalera. I myślę, że jej też na banarze czy innym transparencie nie zależy, a jedynie na pięknym długim spacerze we dwoje;)





piątek, 5 lutego 2016

ARCHIWALNIE - Z CYKLU INNA JA

Dnia wczorajszego w spokojności całkowitej latałam sobie na mopie tudzież na odkurzaczu. Spokój i stabilność dnia powszedniego wróciły nie tylko za sprawą papuci na obcasie płaskim, co pozwala na zachowanie równowagi , ale i powrotu do zdrowia. No więc. Odgruzowując chałupę, tak sobie myślałam, że ja to całkiem fajna babeczka jestem i co ważniejsze - skromna na dodatek;) Podśpiewywanie w czasie sprzątania  nastąpiło, za sprawą jakiejś reklamy, lecącej właśnie w moim telewizorze. Odkurzacz sobie, ja sobie. Ale nikt nie mówił, że śpiewać mamy w duecie. Nagle spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie jestem kochającą matką! Aż sobie usiadłam. Ale jak? Co? Dlaczego? No i wyjaśnienie szybko nadeszło. Ubrania moich córek nie pachną jaśminem nie dlatego, że nie używam Lenora, tylko dlatego, że za mało je kocham. Te córki moje biedne znaczy się. Bo zapach zależy od tego jak mocno kogoś kochamy. A ja głupia zawsze myślałam, że od ilości wlanego płynu do płukania. Pani w telewizorze z taką powagą to powiedziała, że aż mi się zimno zrobiło i włosy na pęcinach dęba stanęły. Nagle mnie olśnienie dopadło. Przecież w reklamach to tylko kłamią. Wszyscy to wiedzą. Wystrzeliłam w górę, radosna niczym szczypiorek na wiosnę, dumnie głowę podniosłam i z jeszcze większym hukiem na sofę opadłam. Ledwo żem się z jednego szoku otrząsnęła, a tu masz. O matko kochana! Ja nie tylko nie kocham wystarczająco tych swoich latorośli, ale nawet nie jestem zwykłą mamą. Zmarszczka mi na czole wystąpiła, co oznacza, że zwoje myślowe rozpoczęły galop. Czy to znaczy, że ja jakaś wyrodna jestem? No bo. Super mama na przeziębienie daje suplement taki, a taki, a zwykła tylko coś innego. Na grypę znaczy się. Rany Julek! Gdzie ja się klasuję?Ja przecież nic nie daję!  Ja  tylko je zaszczepiłam i okazjonalnie syrop z bzu czarnego własnymi rękami wykonany, zapodaję zimową porą. Przybita i nawet z lekka zdołowana osiadłam na mieliźnie sofy. Już myślałam, że mi odpuszczą, ale nie. Dobić mnie koniecznie postanowili!! Z telewizorni ryknęło - twój kot kupowałby...Do jasnej ciasnej! Postanowiłam się w końcu bronić. Naprostowana jak struna , pod boki się chwyciłam i jak ja tym razem nie ryknę - a kot córkowy, co to na występy gościnne czasem przyjeżdża, wcina co rano łososia z mojej własnej osobistej lodówki i jeszcze szynki się dopomina, a do tego kocha mnie miłością kocią, na co mam niezbite dowody. I nie będzie mi tu nikt ciemnoty wciskał, że złe babsko ze mnie. Na pięcie obrót wykonałam, wtyczkę od telewizorni w kąt ciepnęłam i tyle mnie widzieli:)

czwartek, 4 lutego 2016

WIOSNA DROGIE PANIE - WIOSNA







Ponieważ śnieg całkowicie ustąpił, toteż od dwóch tygodni powróciłam do mojego porannego rytuału. Razem z Psiną robimy codzienny obchód ogrodu. Ja podglądam nieśmiało wychylające się z ziemi roślinki, a Psina całkiem poważnie lustruje zakątki w poszukiwaniu znajomych kotów. No cóż - każdy ma swoje zainteresowania. Oczywiście Psina cała napusza się i stroszy, próbując pokazać , kto tu rządzi, a koty...Koty paradują z wysoko uniesionym ogonem i mają wszystko w nosie.
A moje roślinki? Moje roślinki nie mają nikogo w nosie i strzelają niczym szczypior na wiosnę, a tu dopiero początek lutego! Szczypior też już jest! 5 - cio centymetrowy:)




Pojawiły się też kwiatki - bratki i stokrotki.





A już niedługo będzie to wyglądać tak.