wtorek, 2 lutego 2016

FACET CZY DZIECKO?

Facet jest  jak dziecko! Gorzej. Dziecku to choć klapsa można dać. No dobra. W kącie postawić, bo kar cielesnych to praktykować nie wolno. A takiemu wyrośniętemu to co można? Można się na niego co najwyżej nafukać. Niestety nie zdążyłam się tym razem nafukać, bo mnie ubiegł i pierwszy  nafukał się na mnie. I o co? Miał kupić spodnie. Tak uwielbia zakupy, że przymierzał się do wejścia do sklepu trzy tygodnie. I oto dziś nadeszła ta wiekopomna chwila. Poszłam z nim, ale przysięgłam sobie, że nie pomogę wybrać. Za Chiny Ludowe nie i już. Zawsze to ja wybieram , z rozmiarami latam i jeszcze namawiać muszę. Małżonek własny osobisty ogranicza się do oczekiwania w przymierzalni. Żeby choć żonę wpuścił do siebie na czas przymiarki. Nie. No po co. Pozasuwa kotary  szczelnie i nawet podglądnąć nie ma jak. Nie! Dość! Postanowiłam stać jak słup soli. Chłopisko do sklepu wpadło, pierwsze lepsze portki chwyciło i nawet nie czytając metki zapytanie wysnuło: za wąskie chyba będą? A co to ja? Rentgen mam w oczach czy inną szklaną kulę? Oczywiście, że tekst zachowałam dla siebie. Aż mało język mi nie odpadł, tak mocno go sobie przygryzłam. Grzecznie i ugodowo rzekłam: nie wiem.  Możesz zmierzyć i zobaczymy. No normalnie jakby diabeł w niego wstąpił. Spodnie rzucił, turbo dopalanie włączył i tyle go widziałam. Ledwo wózek w zakrętach się mieścił. Zanim się oglądnęłam, to już tylko zapach spalenizny spod wózkowych kółek czułam. Najpierw mnie panika opanowała. Matko! Mąż mnie zostawił! Stanę się porzuconą kobietą! Dziecię za fraki pochwyciłam i dawaj gonić nafukaną głowę naszej rodziny. Muszę sobie zdecydowanie wyższe szpilki kupić, bo córa mi wybujała, jak szczypior na wiosnę i w tych niestety, ciągnięcie jej za sobą jest nieco utrudnione. Bardziej to wyglądało jak chwytanie się zrozpaczonej fasoli tyczki. Fasolą oczywiście byłąm ja:) Pędzimy niczym dwie gazele, ale miłości mej ani słychu ani widu. Wtem jak mnie olśnienie nie palnie obuchem. Przecież to ja mam kluczyki od auta! Zwolnienie nastąpiło i obejście spokojne półek wszelakich. Mężowskie stopy korzenie zaczęły puszczać, kiedy na parkingu się pojawiłam. Już miałam odpowiedni komentarz zadeklamować, ale po spojrzeniu w  oczy mężowskie stwierdziłam, że wtedy to już na pewno bym się stała kobietą porzuconą. Przeczekam. Albo i nie. No dobra - idę. Się spytam. Oczywiście o sprawę zasadniczą - brak spodni:)

1 komentarz: