środa, 17 lutego 2016

ARCHIWALNIE - Z CYKLU INNA JA

A ja już myślałam, że wszelakie relikty przeszłości odeszły w niebyt całkowity. Pamiętam jaki to kiedyś luksus niebywały był. A tak. Właśnie, że pamiętam mimo tego, że małym pacholęciem byłam. Ponieważ tatuś był wówczas "prywaciarzem" i to na dodatek przemieszczającym się dość często wzdłuż i wszerz naszego kraju ojczystego, to czasem luksus w większych ilościach nawet się pojawiał w naszym domu. A wszystkim zależało. Jak ktoś dostał dwie przydziałowe rolki zamiast jednej, to chodził dumny niczym paw. A no tak! Jaki luksus pytacie? Papier toaletowy kochani. Moim latoroślom, to nie mieści się w ich małych główkach. Co mnie tak nagle naszło na wspominki? No bo. Byłam sobie w sklepie. Stanęłam przy piramidzie luksusu wszelakiego. Oj czegóż tam nie było. Róże, zielenie, klasyczna biel. W kwiatki, ciapki i inne panterki. Tu zalatywało konwaliami, a obok różami. Tak mnie skołowali, że otumaniona zupełnie stałam. Sentyment we mnie zagrał do spółki z kryzysem, co to ostatnio kraj ogarnął i nawet do mojego portfela wkraść się usiłuje. Wyminęłam te wszelakie cuda i szarość klasyczną wciepnęłam do koszyka. O matko! Ale wrzask w chałupie i oburzenie nastąpiło z powodu mojego zakupu. No i co tak drą się. Ja im tu historię przybliżam na wiarygodnych pomocach dydaktycznych, a córy moje żadnego zrozumienia wykazać nie potrafią. Niestety  po dokładniejszych oględzinach sama doszłam do wniosku, że może jednak pomyłka jakaś na taśmie produkcyjnej nastąpiła. Papier, a i owszem szarość należytą miał. Niestety struktura to raczej papierowa nie była. Bardziej blachę falistą przypominała. Już miałam dokonać unicestwienia całkowitego rolek, kiedy mąż własny osobisty krzyknął z salonu: Kochanie zostaw. Może latem wykorzystamy przy remoncie dachu. Zamiast papy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz