piątek, 5 lutego 2016

ARCHIWALNIE - Z CYKLU INNA JA

Dnia wczorajszego w spokojności całkowitej latałam sobie na mopie tudzież na odkurzaczu. Spokój i stabilność dnia powszedniego wróciły nie tylko za sprawą papuci na obcasie płaskim, co pozwala na zachowanie równowagi , ale i powrotu do zdrowia. No więc. Odgruzowując chałupę, tak sobie myślałam, że ja to całkiem fajna babeczka jestem i co ważniejsze - skromna na dodatek;) Podśpiewywanie w czasie sprzątania  nastąpiło, za sprawą jakiejś reklamy, lecącej właśnie w moim telewizorze. Odkurzacz sobie, ja sobie. Ale nikt nie mówił, że śpiewać mamy w duecie. Nagle spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie jestem kochającą matką! Aż sobie usiadłam. Ale jak? Co? Dlaczego? No i wyjaśnienie szybko nadeszło. Ubrania moich córek nie pachną jaśminem nie dlatego, że nie używam Lenora, tylko dlatego, że za mało je kocham. Te córki moje biedne znaczy się. Bo zapach zależy od tego jak mocno kogoś kochamy. A ja głupia zawsze myślałam, że od ilości wlanego płynu do płukania. Pani w telewizorze z taką powagą to powiedziała, że aż mi się zimno zrobiło i włosy na pęcinach dęba stanęły. Nagle mnie olśnienie dopadło. Przecież w reklamach to tylko kłamią. Wszyscy to wiedzą. Wystrzeliłam w górę, radosna niczym szczypiorek na wiosnę, dumnie głowę podniosłam i z jeszcze większym hukiem na sofę opadłam. Ledwo żem się z jednego szoku otrząsnęła, a tu masz. O matko kochana! Ja nie tylko nie kocham wystarczająco tych swoich latorośli, ale nawet nie jestem zwykłą mamą. Zmarszczka mi na czole wystąpiła, co oznacza, że zwoje myślowe rozpoczęły galop. Czy to znaczy, że ja jakaś wyrodna jestem? No bo. Super mama na przeziębienie daje suplement taki, a taki, a zwykła tylko coś innego. Na grypę znaczy się. Rany Julek! Gdzie ja się klasuję?Ja przecież nic nie daję!  Ja  tylko je zaszczepiłam i okazjonalnie syrop z bzu czarnego własnymi rękami wykonany, zapodaję zimową porą. Przybita i nawet z lekka zdołowana osiadłam na mieliźnie sofy. Już myślałam, że mi odpuszczą, ale nie. Dobić mnie koniecznie postanowili!! Z telewizorni ryknęło - twój kot kupowałby...Do jasnej ciasnej! Postanowiłam się w końcu bronić. Naprostowana jak struna , pod boki się chwyciłam i jak ja tym razem nie ryknę - a kot córkowy, co to na występy gościnne czasem przyjeżdża, wcina co rano łososia z mojej własnej osobistej lodówki i jeszcze szynki się dopomina, a do tego kocha mnie miłością kocią, na co mam niezbite dowody. I nie będzie mi tu nikt ciemnoty wciskał, że złe babsko ze mnie. Na pięcie obrót wykonałam, wtyczkę od telewizorni w kąt ciepnęłam i tyle mnie widzieli:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz