poniedziałek, 11 grudnia 2017

PIERNICZENIE...





Jakiś czas temu rozpoczęło się u mnie świąteczne pierniczenie. Poszły w ruch foremki, lukry i posypki wszelakie. Cudów wianków do dekoracji teraz Ci pod dostatkiem, więc  ja również, idąc z duchem czasu i żeby być na topie, takowych używam.Czasem. Można nawet powiedzieć, że rzadko. Bo ja jako kobieta niestandardowa, osobiście najbardziej lubię białe lukrowe dekoracje. Tak więc siedzę i maluję i maluję i nawet perełki naklejam, a potem pakuję w celofanik i buch. Przekazuję te prezentowe paczuszki w ręce rodziny, przyjaciół i znajomych. Niech też się męczą z moją sztuką ;) A całkiem poważnie, to po prostu ja najzwyczajniej w świecie lubię widzieć jak ludzie się uśmiechają. Skoro kilka pierniczków ma tak ogromną moc, to należy z tego korzystać ile wlezie.




A tak z innej beczki, to posiadałam ambitny plan zrobienia zdjęć w tonacji pięknej czystej bieli. Ale jak zwykle pomysł pomysłem, a życie sobie, bo piękne róże dostałam, ale białe to one nie są, choć cieszą jak białe, a nawet bardziej. Mikołaj świąteczny co prawda brodą nawet się wpasował w pomysł, ale czapką już niekoniecznie. Czerwienią wali po oczach i bezczelnie się do tego jeszcze uśmiecha skrzat jeden. No niestety. Skazana jestem już chyba na zdjęcia, gdzie rządzą kolory i na rewolucję w tym temacie raczej bym nie liczyła.

czwartek, 7 grudnia 2017

PO FAKCIE...






HO ho ho chciało by się zawołać. Niestety Mikołaj wczoraj nie tylko nie zakrzyknął ho ho ho, ale nawet błota z butów nie zostawił. No cóż. Chyba jednak nie byłam grzeczna. Zawsze idę pod prąd, mówię co myślę, a do tego zapomniałam o ciastkach. O mleku już nawet nie wspominając. No i bęc. Mikołaj zapomniał o mnie. Już miałam zamiar posadzić swe szanowne cztery litery na kanapie i zanieść się szlochem niepohamowanym, ale czy to na pewno byłabym ja? Chyba nie do końca.



Dlatego też wypiłam kawę i poszłam. Bo?
Bo grzeczne dziewczyny - czekają na Mikołaja, a niegrzeczne - idą na zakupy;)




wtorek, 5 grudnia 2017

ŚWISTAK ZAWIJA A JA WYCINAM




Magi świąt jak nie było, tak dalej nie widać. Tułam się więc po domu i zamiast buszować w świątecznych dekoracjach wymyślam jakieś cuda wianki. Zamiast jak normalny konsument pójść do sklepu i zakupić piękne napisy drewniane, to ja oczywiście muszę iść pod prąd. Zaczęło się od tego, że wymyśliłam sobie inicjały i takie dekoracyjne inicjały będę mieć. Mało tego. Sama je sobie powycinam. To co, że wszędzie fruwają maleńkie styropianowe kuleczki. To co, że są tak naelektryzowane, że pozbyć się ich z ubrania nie można. Jak baba się uprze, to nie ma zmiłuj się. Tak więc świstać siedzi i zawija, a ja wycinam. 



poniedziałek, 27 listopada 2017

PRZEDŚWIĄTECZNIE









Z dekoracjami w domu czuję się jakoś tak zawieszona. Na dekoracje jesienne już prawie za późno, natomiast na świąteczne jak dla mnie, jeszcze nieco za wcześnie. Wiem, że w sklepach, na ulicach i nawet na niektórych blogach, atmosfera jest już w pełni świąteczna. Na szczęście nie słychać jeszcze kolęd. Ja jednak nie czuję jeszcze "tej"magi i właściwie dobrze mi z tym. Dlatego też dzisiaj przygotowałam sobie małe przejściowe, jak je nazwałam, dekoracje na stół w jadalni. 






środa, 22 listopada 2017

PIERWSZE PRZYMIARKI DO MIKOŁAJKOWYCH PREZENTÓW...






U mnie dzisiaj pierwsze przymiarki do mikołajkowych prezentów. Nie ma co prawda jeszcze pomysłu na same prezenty, ale jest pomysł na ich udekorowanie. Oczywiście można zawinąć wszystko w kolorowy papier i przewiązać wstążką, ale może w tym roku warto pokusić się o coś innego. Może jakaś zielona gałązka? A może kilka maleńkich pierników jako dekoracja? A może papierowy kwiatek?
Dlaczego nie? Ograniczeniem jest tylko nasza wyobraźnia. Ja zaczęłam od takiego właśnie papierowego kwiatka. 
Do jego wykonania wykorzystałam grubą serwetką papierową. Kolor może mało świąteczny, ale miał to być egzemplarz eksperymentowy, więc czemu nie niebieski. Wyszedł jednak tak fajny, że na pewno znajdzie swoje miejsce na mikołajkowych pakunkach. Myślę, że w towarzystwie szarego papieru może się całkiem ładnie prezentować. Ale to później. Teraz zabieramy się za wykonanie kwiatk
PAPIEROWY KWIATEK:
serwetka papierowa lub bibuła albo cienki materiał
nitka 
igła 
ewentualnie mały koralik
nożyczki
Z serwetki lub bibuły odcinamy kilka pasków o szerokości około 2 cm. Oczywiście paski powinny mieć szerokość dopasowaną do wielkości kwiatka. Im szersze paski, ty większy kwiatek.
Następnie ściegiem fastrygowym szyjemy 2  - 3 paski łącząc je ze sobą. Oczywiście można użyć jednego długiego paska. Po sfastrygowaniu delikatnie nitkę ściągamy,  jednocześnie formując kwiatek. Przeszywamy kilka razy przez środek, aby kwiatek nie rozpadł się. 
Środek można ozdobić koralikiem. Szczególnie jest to przydatne kiedy z jakiegoś powodu środek nie wyszedł nam zbyt idealnie. 
Mój kwiatek zaskoczył mnie całkowicie łatwością wykonania, ale i efektem końcowym. Ozdoba wykonana w 10 minut? Ja takie rzeczy lubię:)












poniedziałek, 20 listopada 2017

WIECZORNY GOŚĆ ...




Miły śliczny gość zawitał do naszego ogrodu. Zdjęcia beznadziejne, ale nie chciałam stresować miłego gościa, więc tylko dwie fotki z ukrycia pstryknęłam telefonem i wycofałam się.


sobota, 18 listopada 2017

PIĘKNIE ZMALOWANE...





Znacie to uczucie, kiedy powoli rozrywacie szeleszczący papier i już za chwilę, za moment niespodzianka stanie się strzałem w dziesiątkę lub totalną klapą. W moim przypadku strzał okazał się jak najbardziej idealny. Nie tylko cieszy oczy, ale i doskonale je maluje:)



środa, 15 listopada 2017

A ZA OKNEM ZNÓW SZARO BURO...





Budzisz się rano, zerkasz w okno i już wiesz, że nic Ci się nie chce. Niebo wciąż szare, a drzewa ciągle świecą "golizną". Ale wstajemy i na przekór wszystkiemu uśmiechnijmy się. Bo uśmiech jest dobry na wszystko. Jak się uśmiechniesz, to na tym gołym drzewie zauważysz szalony taniec wesołych sikorek. Nie ma słońca, ale za to nie pada. Drobiazgi ktoś powie, ale za to o ile przyjemniej się żyje. Miłego uśmiechniętego dnia życzę:)




wtorek, 14 listopada 2017

KABACZKI MAJĄ SIĘ DOBRZE...




Ja to jednak jestem kobietą przekorną. Na wielu blogach już zaczynają się pojawiać przymiarki do świąt, a ja co? Ja przekornie fotografuję kabaczki:) Wszystko przez to, że czas przeznaczony na blogowanie jakoś nie może nadążyć za pomysłami, które zamieszkują moją głowę. Dlatego też dzisiaj tak specyficzne zdjęcia. Wczoraj widziałam pierwszy w tym roku śnieg. I to wcale nie w górach wysokich, a 60 km od mojego miejsca zamieszkania. Wpadłam w popłoch, bo u mnie na ogrodzie wciąż jesienny luz. Prace "polowe" leżą, donice spokojnie sobie stoją. Mało tego. W niektórych donicach pełny rozkwit lobelii, która w tym roku zakwitła, przekwitła, wysiały się samosiejki i teraz pięknie kwitną ponownie. Można? Można. Takie cuda mam nadzieję, że nie tylko u mnie. A tytułowe kabaczki leżą sobie spokojnie i wypoczywają w towarzystwie kukurydzy.